Ochotnica Górna Dzień VI

Dzień VI

Dzisiaj można było pospać dłużej! Pobudka nastąpiła dopiero o godzinie 8:00, bo trzeba się było porządnie wyspać przed egzaminami. Po śniadaniu poszliśmy na górkę na ostanie zjazdy. Wtedy właśnie zdarzyła się niesamowita rzecz – w dzień św. Walentego opodal przejeżdżała zapewne Królowa Śniegu i zgubiła ogromne serce z lodu. Traf chciał, że znalazł je sensei Rafał, podniósł (dowód na zdjęciu) i po namyśle – całe szczęście - wrzucił do strumyka, zanim zdążyło przemrozić jego własne. Potem przejęci wróciliśmy na ostatni trening przed egzaminem. Przed obiadem grupa 12 twardzieli pobiegła w miejsce zwane Ciurusiówką, gdzie po rozgrzewce całe stado morsów weszło wesoło rozgarniając krę do rzeczki – Ochotniczanki. Po obiedzie EGZAMINY! A następnie - przygotowania do walentynek.

Ochotnica Górna Dzień V

Dzień V

Dzisiaj zmiana rytmu, obudziliśmy wszystkich o 6:50 klubową piosenką, trochę ruchu na świeżym powietrzu, śniadanie – i pod Gazdaluz podjechało 10 sań zaprzęgniętych w mocne góralskie konie. Kulig! Przez zaśnieżony las dojechaliśmy w miejsce, gdzie czekało na nas ognisko , posililiśmy się pysznymi kiełbaskami z ogniska i opiekanym chlebem . Potem tradycyjna bitwa na śnieżki , zapasy , wspinaczki po ośnieżonej górce no i oczywiście prezentacje w leśnym plenerze naszej piosenki . Po powrocie do ośrodka trening i obiad, byliśmy bardzo głodni . Po obiedzie spacer do sklepu po drobne zakupy, chwila odpoczynku i oczywiście - trenujemy dalej, bo jutro ważny dzień. Egzaminy!

Ochotnica Górna Dzień IV

Dzień IV

Wstaliśmy z przyzwyczajenia o 7.30, poranny rozruch też wszedł wszystkim w krew, ale tym razem naciągaliśmy się tak intensywnie, że niektóre osoby przypłaciły swoje poświęcenie pękniętymi spodniami…Potem było śniadanie, o sprzątaniu pokojów nie trzeba było przypominać, kontrola (chłopcy coraz lepiej wypadają), i przedegzaminacyjny trening. Przedpołudniowy dłuuuuugi spacer zakończył się zjazdami z górki i zapasami na śniegu z wiszącym w powietrzu groźnym pytaniem - kto kogo położy na łopatki? Nie było taryfy ulgowej dla dziewczyn albo raczej…. dla chłopców! Wróciliśmy na obiad, a po obiedzie wszyscy brali udział w teście o karate. Były obawy, czy wszyscy dadzą radę...

Ochotnica Górna Dzień III

Dzień III

Uprzejmie donosimy, że u nas wszystko w najlepszym porządku. No, może z wyjątkiem tych pokoi, które pokontrolnie naraziły się na pilota….Ale nie uprzedzajmy faktów. Wstaliśmy o 7:30. Grupa biegająca z senseiem Rafałem po okolicznych górkach była mniej liczna niż wczoraj, za to dołączyła do niej mała Ewa i dobiegła do celu z uśmiechem na ustach, pokazując mocny charakter! Czyli - każdy może być twardzielem - bez względu na płeć, wiek, oddalenie od rodziców i wysokość w cm. Równolegle na sali odbył się poranny rozruch z senseiem Dawidem. Po śniadaniu poszliśmy na jabłuszka (nie na grandę tylko na stok) i lepiliśmy bałwany. Potem – trening kata w grupach z podziałem na stopnie, prowadzony przez senseiów: Mateusza, Klaudię i Krzyśka, który dzisiaj do nas dojechał prosto z Wietnamu. Gdyby to którąś z mam interesowało - na obiad był: krupnik, sznycel, ziemniaki, zdrowa surówka i domowy kompot, pyszne.

Ochotnica Górna dzień II

Dzień II

Najpierw załatwimy sprawy statystycznie omawiane najczęściej – zdrowie i pogodę. Otóż – wszyscy czują się dobrze (żeby nie zapeszyć) – nikt nie kaszle, nie kicha, a zużycie chusteczek do nosa jest niemal zerowe, bo nikt też nie płacze z tęsknoty, choć 13 osób jest na obozie po raz pierwszy! Co do pogody – wieści także optymistyczne – napadało nam w nocy 15 cm śniegu! A teraz niemniej ważne szczegóły – wstaliśmy o 7.30, potem rozruch – dla niektórych w terenie bieg z senseiem Rafałem, dla reszty na sali. Po śniadaniu dalszy rozruch, tym razem dla twórczych umysłów, mianowicie – wymyślanie nazw pokojów i i okrzyków bojowych. Na razie zatrzymujemy je w tajemnicy… Korzystając ze słonecznego przedpołudnia poszliśmy na górkę, żeby nacieszyć się świeżutkim śniegiem, pojeździć na jabłuszkach i sankach i powalczyć trochę na śnieżki.

Ochotnica Górna dzień I

Dzień I

70 karateków rozpoczęło swoją przygodę…

Wszystkich, którzy za nami tęsknią informujemy, że - dojechaliśmy szczęśliwie, zjedliśmy solidny niedzielny obiad (rosół, schabowy), odbyliśmy krótki trening, uczyliśmy się klubowej obozowej piosenki, poszliśmy na spacer, potem zadomowiliśmy się w pokojach, a po kolacji - odbyliśmy zebranie organizacyjne, żeby poznać reguły, podzielić się na grupy treningowe, a na koniec dnia był film, gry towarzyskie, nieco wygłupów. cdn!

Treningi z legendą japońskiego karate senseiem Masao Kawasoe 8 Dan

Sensei Rafał Wajda i sensei Mateusz Bąk wzięli udział w zimowym Gasshuku w Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo-Stara Wieś”. Treningi  prowadził sensei Masao Kawasoe 8 Dan, a wzięło w nich udział 90 karateków. Sensei Masao Kawasoe ma 69 lat,  a imponuje swoja sprawnością i charyzmą. Mieszka w Londynie i jest jednym z najbardziej znanych na świecie japońskich instruktorów karate tradycyjnego.

Po jednym z treningów senseia Rafała zaatakowała wyjątkowo złośliwa plastikowa butelka, trzymana przez sensei Annę Lewandowską. Jak się przed nią obronił – zobaczcie sami.

Powered by RapidGoal
design: holinej.com