Puchar Europy Dzieci w Anglii - Relacja dzień I, II i III

2013-10-18

Środa (16.10.2013) - Dzień I
W środę  o godzinie 12.00 reprezentanci naszego klubu stawili się punktualnie na zbiórkę pod AKT w Niepołomicach, gdzie rozpoczynała się ich długa podróż do Anglii. Cała polska reprezentacja młodych karateków  jechała łącznie w 3 autokarach, które zbierały zawodników z całego kraju, aby następnie spotkać się w Berlinie i dalszą część trasy jechać razem.

Do stolicy Niemiec dojechaliśmy około gdziny 23.00, tam pod Bramą Brandenburską zrobiliśmy pokaz siły w postaci kata heian shodan. Niemcy natomiast przygotowali – (pewnie specjalnie dla nas :]) pokaz laserowy, dzięki niemu Berlin wyglądał naprawdę efektownie. W trakcie dalszej drogi do Calais m.in oglądnęliśmy cztery filmy, jedliśmy i  spaliśmy, jak to w autokarze.

Czwartek (17.10.2013) - Dzień II
Po ponad 24 godzinach podróży czyli około 12:30 we czwartek wsiedliśmy na prom do Dover. Wszystkie odprawy celno-paszportowe przebiegły sprawnie. Na promie rozprostowaliśmy kości, karmiliśmy mewy (świetnie łapią rzucany chleb), wiał wiatr, ale nikt nie zdradzał objawów choroby morskiej. Około godziny 17.00 byliśmy już w hotelu Norton, który mieści się raczej na przedmieściach Peterborough, ale jest bardzo ładny. Kucharzem jest tu żonaty z Polką Słowak, co powinno mieć dobry wpływ na angielską kuchnię, która, jak wiadomo nie cieszy się dobrą sławą.

Piątek (18.10.2013) - Dzień III
Po śniadaniu zgodnie z planem pojechaliśmy zwiedzać Cambridge. Stare, uniwersyteckie miasto, pełne zabytkowych akademickich budynków z różnych epok. Tam, przy King's College spotkaliśmy się z Lolem,  Leonem, ich siostrą Wiki i ich rodzicami. Najpierw postanowiliśmy zobaczyć Kings Chapell, bo podobno nie wejść do tej świątyni, to tak, jakby będąc na rynku ominąć Kościół Mariacki! Okazało się zresztą, że dzieci poniżej 12 lat zwiedzają ja za darmo. Warto było znaleźć się w tym niesamowitym, gotyckim wnętrzu i podnieść głowę, żeby podziwiać jedno z najsłynniejszych na świecie sklepień wachlarzowych i gigantyczne witraże ze scenami ze Starego i Nowego Testamentu. Widzieliśmy też ołtarz z obrazem Rubensa. Dowiedzieliśmy się, że kościół budowało trzech angielskich królów – Henryk VI, VII i VIII. Istnieje dokument, w którym Henryk VI zobowiązuje chór Cambridge złożony z sześciu dorosłych i 16 uczniów do codziennego śpiewania modłów – i do dziś o 17.30 chór co dzień śpiewa. To się nazywa tradycja!

Kiedy wyszliśmy z kaplicy zobaczyliśmy stado krów pasących się za rzeczką, po której pływały łódki i dzikie gęsi. To był niesamowity widok, więc tam też zrobiliśmy sobie zdjęcie. W ogóle mamy już wielka wprawę w pozowaniu, sensei  mówi – zdjęcie – i już stoimy w dwuszeregu!

A tak na marginesie to zabytki zabytkami, ale największą furorę zrobiła kosiarka ogrodnika marki Honda, która mimo gęstej trawy się w ogóle nie zatykała i bardzo się senseiom podobała.

Dalej były kolejne atrakcje, zegar słoneczny na banku, z niesamowitym metalowym owadem, sesja fotograficzna w typowej angielskiej budce telefonicznej i spacer po rynku. Na rynku spotkaliśmy ekipę karateków z Włocławka i razem zrobiliśmy super pokaz, kata i enbu. Zebrał się tłum, bili nam brawo, gdybyśmy mieli kapelusz, spokojnie zebralibyśmy na lody :)

Tymczasem, zamiast na lody, poszliśmy na cukierki, do słynnego sklepu Hardys Sweetshop, gdzie na dwóch piętrach były słodycze, jakie tylko istnieją na świecie. Dość długo tam buszowaliśmy.

O 14:30 była zbiórka przy autokarach, więc pełni wrażeń  wróciliśmy do hotelu na obiadokolację. Piękne jest Cambridge, miło byłoby tu studiować. Dowiedzieliśmy się, że jeśli jakiś student przez czas studiów jest tu cały czas przewodniczącym studenckich korporacji to potem z reguły zostaje ministrem, bo tu są początki karier politycznych i innych. Ale bez kompleksów, nasz Uniwersytet Jagielloński, AHG i AWF też są ok.

O 20:00, po kolacji spotkaliśmy się na treningu, żeby poznać hale, na której jutro odbędą się zawody. W tym czasie sensei Rafał odbywał kurs sędziowski.

Na koniec podzielimy się z Wami wynikami mini ankiety, przeprowadzonej w kolejce do wydawania kolacji. Zawodnicy odpowiadali na pytanie – Co czujesz przez jutrzejszym startem?

Grzesiek Glica: Trochę się boję, a trochę cieszę..

Bartek Chojnacki: Mam małego stresa, ale się cieszę, że porywalizuję.

Antek Czechowski: Bardzo się cieszę, że jestem w tak wspaniałym miejscu, ale się denerwuję.

Michał Biesaga: Lekkie spięcie przed startem.

Kamil Rak: Mam nadzieje, że dobrze mi pójdzie.

Bartek Kozioł: Czuję się dziwnie i fajnie.

Lolo Chłopicki: Ja nie składam zeznań.

Leon Chłopicki: Czuje adrenalinę i dumę, że będę reprezentował mój śliczny kraj.

Dominika Kmiecik: Chcę się dobrze bawić i dobrze wypaść na zawodach.

Ania Godyń: Jak też.

Arek Wilkosz: Czuję chęć zdobycia medalu, dużą determinację.

Wiktoria Zachariasz: Cieszę się, że mogłam przyjechać tu, żeby startować w tak ważnych zawodach, jestem dumna, czuję adrenalinę i lekki stres.

Natalia Jach: Cieszę się, że tu jestem i już!

Natalia Firlit: Jestem podekscytowana i zdenerwowana – pół na pół.

Czekajcie na kolejne relacje! Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć.

Powered by RapidGoal
design: holinej.com